środa, 5 lutego 2014

Trututu tum

Moi kochani! Ten blog nie cieszy się jakoś powodzeniem, a mnie brakuje pomysłów. Nie mam tego pałera :c A, że nie mam serca się z nim rozstawać to żeby pojawił się kolejny rozdział musi pojawić się 8 komentarzy :D powodzenia!

czwartek, 23 stycznia 2014

Część druga: Rozdział 7

I wszystko w moim życiu znów się zmieniło. Dziwię się, że mam jeszcze siły na to wszystko. To bardziej wykańczające niż bieganie czy jakikolwiek inny sport. Moje życie po raz kolejny miało swoją metamorfozę. Ciekawe ile jeszcze przede mną...
Po całej sytuacji w parku po namowach -Harry'ego zgodziłam się żeby wrócił ze mną do stolicy. Darcy pozostanie jednak tajemnicą. Trudno mi wyobrazić reakcję rodziny Stylesa.
Nie jest łatwo żyć u boku Harry'ego. Jest to cholernie trudne. Mamy swoje własne obowiązki. Gdy ja chodzę do pracy on zawozi Darcy do pracy bądź się nią opiekuje. To bardziej zakręcone niż by się wydawało.
-Sky!- Otrząsam się i spoglądam w górę widzę twarz mojego szefa.
- Cześć...- Mówię z uśmiechem, ale jestem trochę zawstydzona. Myślę, że zarzuci mi niesumienne wykonywanie pracy, która polega siedzeniu za ladą, odbierania telefonów, pomagania klientom i najważniejsze to być miłym, uprzejmym i życzliwym.
- Jesteś zajęta dziś wieczorem?- Słyszę uwodzicielską nutę w głosie i o mało co nie spadam z krzesła. Jest niezwykle przystojny, szarmancki no i jest szefem, ogromnej korporacji. Nie zaskakuje mnie swoim pytaniem, ponieważ spotykaliśmy się kilka razy. Z początku było to nie zmierzone, ale z biegiem czasu i to się zmieniło. Darcy go lubi i wydaje mi się, że Niall też.
- Jasne- Uśmiecham się i kładę kosmyk włosów za ucho. Odchrząkuje i wstaje gdy obok mnie pojawia się Cam.
- Do zobaczenia- Mówi i idzie zapewne do swojego gabinetu. Nie mija minuta, a Camila zadaje mi pytanie i głupio na mnie patrzy.
- Leci na ciebie- Podnoszę brew i parskam.
- Cam, jesteś nienormalna- Biorę plik dokumentów i mam zamiar je odnieść, ale zatrzymuję się gdy Camila mówi.
- Hej przecież wiem, ale to nie oznacza, że nie mam racji- Śmieje się - Ja zawsze mam racje- Marudzi pod nosem, ale doskonale to rozumiem. Kiwając głową z dezaprobatą idę do gabinetu księgowego. Pukam do drzwi, a gdy słyszę proszę, wchodzę do środka. Threvor jak zwykle siedzi na fotelu, który dla osoby nieprzesiadującej na nim wygląda na niezwykle wygodny, ale jest zupełnie odwrotnie. Z każdej możliwej strony leżą dokumenty. Jednak znajduje się miejsce na kawę. Kładę plik z boku i po cichu wychodzę. Gdy znajduję się na moim stanowisku pracy sprzątam biurko i biorę swoje rzeczy. Żegnam się z Camila oraz pozostałymi pracownikami i kieruje się do wyjścia.
- Sky!- Odwracam się i widzę Jacksona biegnącego do mnie. Jego krawat buja się na boki. Uśmiecham się gdy staje przede mną i dyszy.
- O której możesz dzisiaj sie spotkać?
- O 17?
- Ok, jesteśmy umówieni- Całuje mnie w policzek. Serce przyśpiesza swoje bicie, a w głowie zaczyna mi trochę wirować. Może moje ciało reaguje w jakiś sposób na jego dotyk, ale to nie to samo co czuję przy Harrym. Nie chcę o nim myśleć... Nie wiem nawet kiedy znalazłam się na dworze. Sypie śnieg, a na moich nogach znajdują się botki o wysokim korku. Po za tym mam na sobie ołówkową spódniczkę, a w niej koszulę przez co nie ułatwia mi to iścia po ślizgiej nawierzchni. Moje włosy staja sie delikatnie mokre od płatków śniegu. Wyglądam zapewne zabawnie idąc w tak ostrożnie do mojego auta. Wduszam przycisk na pilocie i słyszę charakterystyczny odgłos. Otwieram drzwi i wsiadam do samochodu. Włączam ogrzewanie oraz radio i ruszam do domu by znów zmierzyć się z Harrym.

Otwieram drzwi do domu i od razu trafia we mnie ciepło oraz to wspaniałe uczucie gdy wraca się zawsze do domu po pracy. Kładę torbę na szafę i przystępuję do ściągania szala oraz płaszcza. W momencie gdy sięgam po zamek od botków przybiega Darcy.
- Cześć mamusiu- Uśmiecham się i łapię ją unosząc w powietrze. Całuję w czoło i przytulam.
- Nie, nie- Protestuje gdy chcę ją postawić
- Darcy jesteś już ciężka- Uśmiecham się i ściągam buty. Dziewczynka biegnie gdzieś na co kręcę z dezaprobatą głową. Kieruję się do kuchni by zrobić kawę, której tak bardzo potrzebuję. Wstawiam wodę i idę do góry. Wchodzę do sypialni i przebieram się w normalne rzeczy. Gdy mam zamiar iść z powrotem po wodę słyszę śmiechy dochodzące z pokoju Darcy więc postanawiam tam zajrzeć. Opieram się o framugę drzwi i patrzę na Harry'ego który podrzuca Darcy w powietrze. Harry odwraca się w moją stronę, a Darcy kładzie się na podłogę i wzdycha głośno. Śmieję się.
- Jak było w pracy?- Pyta Harry.
- Jak to w pracy- Mówię gdy wychodzimy z pokoju. Zalewam kubek wodą i siadam przy stole, naprzeciwko Harry'ego.
- Darcy była grzeczna?
- Ona zawsze jest grzeczna
- Nie przesadzaj- Przechylam głowę na bok.
- S..- Przerywa bo ktoś dzwoni do drzwi. Zrywam się i pędzę je otworzyć. W drzwiach stoi Niall i wiem, że będzie zły. Nie wie tak samo jak inni, że Harry tutaj tymczasowo mieszka.
- Cześć stara- Chce mnie przytulić, ale odpycham go i śmieję się.
- Cześć- Idzie prosto do kuchni. Cholera. Wchodzę zaraz za nim.
- Ehem Sky?- Odwraca się w moją stronę- Czy mnie wzrok myli?
- Niall- Przeciągam ostatnie litery. Harry wstaje i chyba ma zamiar coś powiedzieć, ale Niall mu przerywa.
- Wynoś się stąd!- Horan go atakuje i momentalnie go odciągam.
- Mam takie samo do cholery prawo być tutaj jak ty! A nawet większe bo Darcy to moja córka!- Krzyczy na Nialla, który powiększa swoje oczy kilka krotnie gdy mówi że Darcy to jego córka z naciskiem na 'moja'
- Powiedziałaś mu?- Mówi zaskoczony.
- Nie teraz Niall... Nie mam siły- Siadam na krzesło, ale od razu wstaję. Mam trzydzieści minut do spotkania z  Jacksonem. Biegnę szybko do góry. Chwytam do rąk sukienkę z skóry i idę pod prysznic. Myję się ekspresowo. Zakładam ją na siebie i robię mocniejszy makijaż. Włosy idealnie prostuję. Zakładam biżuterię oraz wyjmuję czarne lity z szafy. Gdy jestem gotowa mam jeszcze pięć minut. Schodzę na dół gdzie są wszyscy.
- Mamo!- Darcy piszczy i podbiega do mnie- Ładnie wyglądasz- Dziękuję jej i zauważam, ze Niall wraz z Harrym przypatrują mi się.
- Co?
- Dokąd idziesz?- Pyta Harry.
- Idę z Jacksonem na kolację- Mam dość kłamstw.
- Hahaha stary to szef korporacji. Nie masz szans- Niall klepie Stylesa po plecach.
- Niall!- Karcę go. Gdy słyszę dzwonek do drzwi pędzę by je otworzyć. Całuje mnie w policzek i wyciąga z domu. Zdążam sie jeszcze pożegnać.


Rozmawiamy o wszystkim. Zaczynając od pracy kończąc na życiu prywatnym. Jest bardzo przyjemnie i żadne z nas nie ma ochoty się rozstawać. Śmiejemy się w momencie gdy dzwoni mój telefon.

H: Darcy ma gorączkę
S: Jesteś pewien?
H: Tak, przyjeżdżaj
S: Ok

Rozłącza się.
- Przepraszam, ale musze jechać. Darcy ma gorączkę.
- Jasne. Odwiozę cię
- Dzięki- Ubieram płaszcz i staram się dotrzeć tam jak najszybciej. Wiem, że Harry nie ma doświadczenia i to sprawia, ze chcę tam być natychmiastowo.
- Do zobaczenia Sky- Całuje mnie w policzek. Żegnam się i wychodzę z auta. Staram się robić wszystko jak najszybciej. Może i jestem przewrażliwiona, ale to chyba i tak lepiej niż gdyby mnie nie obchodziło w ogóle jej zdrowie. Nie ściągam ubrania wierzchniego tylko biegnę na górę. W pokoju Darcy siedzi Harry na skraju łóżka i akurat patrzy na termometr. Podchodzę bliżej i zauważam, że dziewczynka jest już w piżamce i że ma wypieki.
- Dobrze, że jesteś- Mówi i wstaje.- Jest rozpalona, a gorączka nie schodzi- Podaje mi termometr. Ma trzydzieści dziewięć stopni. Siadam obok niej i dotykam jej czoła. Trzyma w raczkach swojego misia. Wstaję i idę do kuchni po lekarstwa. W między czasie zdejmuję płaszcz i buty.
- Coraz większa- Mówi Harry i zauważam, że jest przerażony. Mierzwi swoje włosy i ciągle głaszcze Darcy po głowie. Ja również się o nią boję, ale wiem, że jeśli podam leki to będzie lepiej. Rozpuszczam tabletkę w szklance z sokiem oraz nalewam na łyżkę syrop. Karze jej je wypić.
- Moja kochana córcia- Mówi Harry gdy Darcy dzielnie wypija lekarstwa. Nie kontroluję tego co się dzieje. Zaczynam szlochać i to nie z powodu Darcy, ale z tego, że ją pokochał i nie jest mu obojętna.
- Sky?- Pyta Harry.
- Nie, nic- Ocieram łzy i mało kobieco podciągam nosem.
- Co się stało?- Podchodzi do mnie i łapie mój podbródek. Unosi go do góry. Jego oczy w świetle księżyca są takie magiczne.
- Bo...bo ty ją kochasz. A j-ja ja się bałam...- Mówię przez płacz
- Ciii
- Kocham cię tak samo mocno jak ją- Mrugam kilkakrotnie oczami. Staję na placach i składam delikatny, ale czuły pocałunek na jego ustach. Omijam go i podchodzę do Darcy by zmierzyć jej gorączkę. Nieco spadła.

Kontroluję swoje ruchy, ale nie kontroluję swojej miłości i to mnie gubi.

_________________________________

Bardzo przepraszam za błędy, ale chciałam go dodać jak najszybciej i nie miałam czasu. Również należą się przeprosiny za taką długą przerwę, ale mój internet stał się nieznośny i nie chciał chodzić, a komputer się cholernie zacina :/  Pisałam więc na telefonie. Mam nadzieję, że się podoba i zostawicie po sobie szczere komentarze. 


środa, 1 stycznia 2014

Część druga: Rozdział 6

Wstaje z krzesła i idę do drzwi. W tym czasie dzwonek kilkakrotnie się powtarza oraz dochodzi walenie.
- Już, już- Mówię gdy otwieram drzwi. Serce się zatrzymuje gdy widzę nieźle wkurwionego Stylesa. Wchodzi do środka i zamyka z hukiem za sobą drzwi. Instynktownie cofam się do tyłu. Słyszę jak przyjaciółka wchodzi do salonu.
- Co tu do cholery robisz?!- Atakuje go. Patrzy na nią wzrokiem, który nie świadczy niczego dobrego. Cam milczy i wydaje mi się, że tylko stoi na straży w razie potrzeby.
- Czego chcesz?
- To ty mi kurwa powiedz co to ma być?!- Podskakuję na jego ton.
- Harry...
- Znów chciałaś mnie zostawić?! Naprawdę nie wiedziałem, że jesteś taką egoistyczną suką!- Do moich oczu napływają łzy. Camila mówi coś do niego, ale nie rozumiem jej słów. Ciągle słyszę jego.
- Ja...ja- Próbuję coś powiedzieć, ale on popycha mnie na ścianę. Łzy uciekają z moich oczu.
- Zachowałaś się jak dzi...- Nie kończy gdy przerywa mu Darcy. Każdy jednak wie co chciał powiedzieć.
- Mamusiu?- Odwracam wzrok w jej stronę. Wygląda na zaniepokojoną. W jej rączkach znajduje się miś, którego dostała od Nialla. Od tego czasu się z nim nie rozstaje.
- Kochanie...- Zaczynam, ale Cam chwyta ją za rączkę.
- Darcy powinnaś być w pokoju- Mam ochotę zapaść się pod ziemię, uciec czy strzelić sobie kulkę w łeb. Camila po chwili otwiera i zamyka buzię jak ryba. Patrzy na mnie błagalnym wzrokiem. Po chwili bierze dziewczynkę na ręce i idzie z nią na górę. Spoglądam na Harry'ego. Jego wzrok tkwi we mnie.
- Darcy?- Marszczy czoło. - Dlaczego nazwałaś ją kurwa Darcy?! Gdzie jest Niall?
- Harry- Wzdycham i uwalniam się od Harry'ego. Zaczynam chodzić w kółko. - To imię mi się po prostu podobało, a Niall… nie jest jej ojcem
- To kto nim jest?!- Warczy.
- Nie ważne! Nie powinno cię to interesować!
- Chcę ją zobaczyć!
- Po co?!- Krzyczę, ponieważ sądzę, że Harry chce zobaczyć czy Darcy posiada to samo znamię co on. Nie mogę na to pozwolić. Wbiega do pokoju w którym jest Camila i Darcy. Biegnę zaraz za nim.
- Możesz zostawić nas samych?- Zwraca się do Camili oschłym tonem.  Ta jedynie spuszcza wzrok i wychodzi z pokoju. Stoję w drzwiach nie wiedząc co robić. Uważałby mnie za psychopatkę gdybym nie pozwoliła mu z nią porozmawiać. Ach... niech będzie co ma być i tak już jestem wystarczająco tym wszystkim zmęczona.
Kuca przy niej. Darcy wydaje być się nieco zdenerwowana.
- Dlaczego krzyczałeś na mamusię?- Pyta, a do moich oczu cisną się łzy.
- Dorośli tak czasami mają
- Czyli nie jesteś zły?- Uśmiecham się sama do siebie.
- Nie- Odpowiada. Rozmawiają jeszcze przez chwilę. Harry porusza temat misia, którego nadal trzyma w swoich drobnych rączkach. Widzę, że Darcy czuje się już swobodnie.
- Widzisz?- Pyta dziewczynkę. Odrywam wzrok z okna i przenoszę na nich. Harry pokazuje swoje znamię. O nie!- To znamię- Uśmiecha się. Widzę jak Darcy podnosi swoją bluzeczkę. Wstrzymuję oddech i zamykam oczy. Nie jestem nic w stanie zrobić.
- Patrz! Też mam takie!- Darcy krzyczy radośnie. Otwieram oczy i widzę Harry'ego, który klęczy przy niej, a jego mina nic nie wyraża. Zupełnie jakby dla niego czas stanął w miejscu.
- Nie możliwe- Szepta, a po chwili wstaje i do mnie podchodzi. Ciągnie mnie za łokieć do innego pokoju. Szybko rozpoznaję pokój iż jest to ten w którym spałam wraz z Niallem.
- O co tu kurwa chodzi!?- Widzę, że panuje w nim pełno emocji z którymi sobie nie radzi.
- Usiądź- Robi tak jak mu karze.
- Darcy... Darcy jest twoją córką- Mówię szybko by pozbyć się ciężaru. Po wypowiedzianych słowach puszczają mi emocje i z moich oczu wypływa potok łez. Patrzy na mnie jakbym powiedziała, że za chwilę  ma się skończyć świat.
- Jak?- Chowa twarz w dłoniach.
- Zaszłam w ciążę po wakacjach...
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Sądziłam, że mnie znienawidzisz, że zostawisz- Przez chwilę się nie odzywa. Ta cisza jest krępująca.
- Jak mogłaś tak myśleć?! Przecież byłaś dla mnie wszystkim- Mówienie o naszej miłości w czasie przeszłym jest bardziej bolesne niż bym się spodziewała. - Nie wiem co myśleć- Mierzwi swoje włosy- Gdybym wiedział... Nie pozwoliłbym ci wychowywać jej samej
- Harry...
- Przestań- Marszczę czoło.
- Ale...
- Muszę to wszystko przemyśleć- Zrywa sie na nogi i wybiega z domu. Słyszę trzaśnięcie drzwi. Siadam na łóżku i chowam twarz w dłoniach.
Nie tak wyobrażałam sobie dzień w którym Harry dowie się prawdy. Sądziłam, że w tedy będę na to przygotowana, a okazuje się, że było to niespodziewane. Czuję się źle. Nic mi sie nie układa, jestem w rozsypce.
Znów brakuje mi mamy. Zapewne doradziłaby mi co mam teraz zrobić. Harry zapewne będzie chciał usłyszeć więcej gdy tylko ochłonie.
Nie mogę tutaj zostać na długo. W stolicy czeka na mnie praca.
- Sky! Tak bardzo cię przepraszam. Ja naprawdę nie chciałam- W pokoju roznosi się głos mojej przyjaciółki.
- Nic się nie stało... W końcu i tak prawda wyszła by na jaw- Przytula mnie mocno do siebie. Cieszę się, że mam ją. Jednak w tej chwili najbardziej brakuje mi Nialla.
***
To dziwne uczucie gdy tak długo skrywana prawda wychodzi na jaw. Czuję pustkę, ale również jakby spadł mi ciężar, który ciągle nosiłam. Powinnam chyba czuć się w tym przypadku lepiej, ale nie do końca tak jest. Pojawiają się wyrzuty sumienia przez, które zaczynam wszystkiego żałować. Sądzę, że moje życie wyglądało lepiej te cztery lata temu. Tak wiele rzeczy jest teraz skomplikowanych. Nie zawsze potrafię sobie z nimi poradzić. Zgrywam twardą, ponieważ nie chcę od każdego troski. Chcę potrafić radzić sobie sama z problemami.
Harry... No właśnie. To kompletnie pokręcona sprawa. Nigdy nie czułam się tak szalenie. Raz mam ochotę go udusić, a innym razem mam ochotę go całować. Może to miłość z którą walczę, ale nieustannie przegrywam? Jest zbyt silna na moją wykończoną duszę. Wcześniej byłam silniejsza i potrafiłam być na niego wściekła i o nim nie myśleć, ale odkąd się pojawił, a moja mama wraz z babcią i dziadkiem zginęła, osłabłam. Nie potrafię już odróżnić czy jestem nadal na niego zła czy nie. Wydaje mi się, że nie chcę mu wybaczać, ale to co płynie z serca jest przeciwne temu. A to co płynie z serca kontra moja upadająca dusza... przegrana walka. Tylko co teraz? Co jeśli to uczucie przejmie nade mną całą kontrolę?
Co teraz będzie? Nie wiem  czy ze mną będzie chciał rozmawiać... Nie wiem nic i czuję się z tym źle. Lubię wiedzieć na czym stoję.
*
Zostałam w rodzinnym miasteczku jeszcze noc, tylko dzięki namowom Harry'ego. Chciał bym została żeby mógł ze mną na spokojnie porozmawiać w dzisiejszy dzień. Prosił o spotkanie w parku i również bym wzięła ze sobą Darcy.
- Dokąd idziemy?- Pyta Darcy gdy przemierzamy jedną z ulic.
- Pójdziemy do parku. Muszę porozmawiać z Harrym- Dziewczynka westchnęła jakby sądziła, że będzie się nudziła- Jest tam też plac zabaw- Powiedziałam by poprawić jej nastawienie. Uśmiechnęła się.
Dojście do parku zajęło nam kilka minut. Szłam ścieżką rozglądając się w poszukiwaniu Harry'ego. Z każdym krokiem moje serce zaczynało coraz bardziej bić. Gdy zobaczyłam znajomą sylwetkę myślałam, że wyskoczy z piersi. Przez te cztery lata zmężniał. Na jego ciele przybyło kilka tatuażu. Włosy zaczesuje teraz zupełnie inaczej niż kiedyś, ale wygląda tak bardzo seksownie. Zauważyłam, że również jego styl ubierania uległ zmianie.
- Cześć- Witam się. Zaskakuje mnie tym, że się do mnie uśmiecha i odpowiada. Pochyla się i wita z Darcy. Po krótkiej wymianie zdań dziewczynka pyta czy może iść się pobawić. Oczywiście, pozwalam jej. Wraz z Harrym zasiadamy na ławce. Odchrząkuje i zaczyna rozmowę.
- Chciałbym porozmawiać o tym co teraz będzie
- Sądziłam, że będziesz chciał wiedzieć dlaczego ci nie powiedziałam i w ogóle- Wzruszam ramionami i odwracam wzrok w jego stronę, odrywając tym samym wzrok od Darcy.
- Nie, przemyślałem to sobie i już wszystko rozumiem- Unoszę jedną brew w zdziwieniu. - Trochę się pozmieniało, nie?- Uśmiechamy się do siebie. Kiwam głową.- Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? Teraz wydaje się to zabawne- Oboje zaczynamy sie śmiać.
- Byłam tobą oczarowana- Parkam śmiechem.
- O Boże.... Pamiętasz grę w butelkę?- Mówię gdy zaraz sobie to przypominam. Zaczyna się śmiać.
- Było ostro- Uderzam go w bark, ale nie przestaje się śmiać.
- Wszystko było takie pokręcone
- Dlaczego?
- Całe to ukrywanie...
- Było fajnie- Kręcę głową z dezaprobatą. Uśmiech nie znika mi z twarzy.
- Tamte wakacje były najlepsze- Wzdycham.
- Tęskniłaś?- Pyta jakby w ogóle nie słyszał moich wcześniejszych słów- Za mną?- Mówi gdy nie odpowiadam. Jestem w szoku i zaschło mi w gardle.
- Cholernie- Szeptam
- Przepraszam. Wszystko popsułem- Jego dłoń ląduje na mojej twarzy przez co czuję jakby poraził mnie prąd. Gładzi kciukiem mój policzek.
- To nie tylko twoja wina. Nie pozwoliłam ci się nawet wytłumaczyć- Dziwię się, że go bronię. W ogóle nie wierzę, że to mówię.
- Kocham cię- Jego twarz jest coraz bliżej mojej.
- Co?- Pytam głupio. W moim brzuchu znowu zaczyna się coś dziać. O nie.
- Kocham cię- Szepta i w tedy jego usta znajdują się na moich tworząc tak cholernie cudowny pocałunek, że mogłabym tak trwać wiecznie.

__________________________

Dziękuję za miłe komentarze :D

Mam nadzieję, ze zostawicie swoją opinię :* 

Zapraszam na: 


oraz na moje pozostałe blogi :D 

środa, 25 grudnia 2013

Część druga: Rozdział 5

Moje usta wylądowały na jego, tworząc soczysty, namiętny i przepełniony uczuciami pocałunek. Tak dawno nie czułam tego smaku. Pragnęłam go, pragnęłam wrócić do czasów gdy był przy mnie. Nie obchodziło mnie teraz to czy to co powiedział było prawdą czy może kłamstwem. Nie myślałam bo kierowało mną uczucie, które pojawia się za każdym razem gdy o nim pomyślę. To miłość, która jest gdzieś tam na dnie skryta. Serce jest większe niż ocean chociażby nam się tak nie wydawało. Niektóre lekkie rzeczy jak piórko swobodnie pływają po powierzchni i możemy do nich wrócić w każdym momencie, inne zaś wahają się między powierzchnią, a dnem. Taka jest właśnie nasza miłość. Siedzi w moim sercu na pograniczu i raz wypływa, a raz spada na samo dno i mam wrażenie, że już nigdy po nie, nie sięgnę, ale w tedy działa jakaś tajemnicza moc i znowu ono wraca.
- Sky- Mruczy i przyciska moje ciało do ściany. Swoim napiera na mnie tak mocno, że nie ma milimetra wolnego miejsca pomiędzy nami. Wyrywa mi się jęk gdy przygryza wrażliwą skórę tuż pod moim uchem. Oplatam jego kark swoimi dłońmi i przyciskam go jeszcze bliżej siebie. Jego dłoń błądzi po moim udzie, powodując ciarki i przyjemne uczucie. Chwyta moją nogę i oplata ją sobie wokół biodra. Słyszę jego jęk gdy nasze intymne miejsca się o siebie ocierają. Czuję wybrzuszenie w jego spodniach. Po chwili unosi mnie za pośladki tak, że moje nogi owinięte są wokół jego bioder. Prowadzi nas po schodach na górę, ale nie przerywa pocałunków. Jego język pozostawia mokre ślady na szyi. Otwiera szeroko drzwi i gdy znajdujemy się w środku kopie je przez co drzwi zamykają się z trzaskiem. Kładzie mnie na łóżku i wspina się nade mnie. Chwytam końce jego koszulki i ściągam ją przez jego głowę. Opuszkami palców kreślę wzory jego tatuaży. Jego usta całują moje usta, policzek, szyję, a następnie ramię. Ściąga bluzkę przez moją głowę. Mówi coś niezrozumiałego pod nosem gdy widzi mnie w samym staniku. Pozbywa się go równie szybko co bluzki. Jego dłonie masują moje piersi przez co z moich ust uciekają zduszone jęki. Widocznie podniecony moją reakcją postanawia je scałować oraz brzuch. Gdy znajduje się przy moich spodniach, sprawnie odpina guziki i zsuwa moje spodnie. Przejeżdża palcem po moim miejscu intymnym na co zaciskam moje nogi. Uśmiecha się słodko, zupełnie tak jak to zapamiętałam i znów całuje moje usta. Rękoma zaczynam bawić się jego lokami. Mruczy i domaga się więcej. Zostawia pocałunki na jego umięśnionych ramionach, a następnie dłońmi zabieram się za odpięcie guzików i rozporka od jego spodni. Pomaga mi gdy nieco to się przedłuża. Zdejmuję je wraz z bokserkami. Przyciągam go do siebie w pełni pożądania. Wyjmuje z nocnej szafki opakowanie, które od razu rozpoznaję. Pomagam mu założyć prezerwatywę i znów kładę się na łóżku. Wspina się po woli nade mną i zanim zaczyna, całuje mnie. Zaczynam odczuwać przyjemne uczucie. Znajome uczucie wypełnienia. Jego ruchy z początku są wolne, ale potem stają się szybkie i energiczne, pełne romantyzmu. Jęczę gdy wypełnia mnie całą. Całuje mnie, ale przerywa gdy z jego ust wydobywa się jęk. Czuję, że już niedługo nadejdzie ten moment.
- Harry- Krzyczę jego imię, a on wykonuje ostatni stanowczy ruch po czym również dochodzi. Opada obok mnie i swoją dłonią pieści mój policzek. Składa na moich ustach pocałunek, tak bardzo było mi tego brak.
***
~~Poczułam jak uderzam w coś twardego a zarazem miękkiego. Odwróciłam się i zobaczyłam przed sobą wysokiego chłopaka z burzą kasztanowych loków. Jego tatuaże... aww dodawały mu  tajemniczości i wrażenia niebezpiecznego. Spojrzałam w jego oczy. Były takie zielone... zatraciłam się. Gdy spostrzegłam się, że mam otwartą buzie zamknęłam ją prawą ręką i uśmiechnęłam się szeroko. Chłopak parsknął śmiechem.
- Przepraszam- Wymamrotałam bo nie mogłam wytrzymać ze śmiechu.
- Takie ładne dziewczyny mogłyby wpadać do mnie częściej- Poczułam że się rumienię. Odeszłam od niego ale nagle poczułam silne ukłucie w stopę.
- Cholera- Wyrwało mi się z ust przeklęcie. Odruchowo chwyciłam się za stopę.
- Wszystko w porządku?- Zobaczyłam obok siebie tego przystojnego chłopaka. Dopiero teraz zobaczyłam jego idealnie umięśniony brzuch. Zatrzepotałam rzęsami żeby obudzić się z transu.
- Nie. Tak. Znaczy się... krwawię- Jeszcze nigdy tak mi się nie płatał język na widok chłopaka. Nie jednak plątał ale nie ważne. Zaśmiał się. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się na jego rękach. Niósł mnie jak pannę młodą. Poczułam cudowny zapach jego płynu do kapania. Wzięłam kilka głębokich wdechów. Spojrzałam w jego oczy. Od razu tego pożałowałam. Jego oczy... takie cudowne jak kryształy. Do tego te mokre włosy. Krople wody spływały po nim. Był  idealny.~~



~~Wzięłam do ręki kamyk i rzuciłam nim za siebie.
- Ałł- Usłyszałam syknięcie. Odwróciłam się i zobaczyłam Harry'ego. Trzymał się za ramię.
- Przepraszam- Powiedziałam. Wstałam gdy znalazł się obok mnie.- Po co tu przyszedłeś?
- Dlaczego mnie nie lubisz?
- Bo mnie całowałeś jak byłam pijana! Wykorzystałeś mnie jak wszystkie inne dziewczyny! Masz dziewczynę a ciągle ci mało!- Wykrzyczałam mu w twarz.
- Nie lubisz mnie dlatego że pocałowałem cię jak byłaś pijana?- Zaśmiał się.- Wiesz z tego co pamiętam to ty mnie pocałowałaś
- Może i tak było ale mnie obmacywałeś!
- Ty po prostu chcesz mnie nie lubić.
- Nie. Jesteś kretynem!- Pierwsze krople zaczęły spadać z ciemnej chmury.
- Sky ale ja bym wolał żebyś mnie lubiła. Jesteś chyba jedyną dziewczyną która po całowaniu nie powiedziała mi że świetnie całuję i nie podała mi swojego numeru telefonu.
- Powinieneś dodać że jestem dziewczyną która jeszcze nie wpakowała ci się do łóżka- Chwycił moje nadgarstki i przyciągnął do siebie. Próbowałam się wyrwać. - Puść mnie- Wysyczałam. Musnął moją szyję na co się wzdrygnęłam. Wspomnienia z imprezy wróciły do mnie jak bumerang. Duże krople uderzały w nasze ciała. Nie wiedziałam co ma zamiar zrobić. Takim sposobem go nie polubię jak już to znienawidzę. Musiałam się bronić. Nie miałam wystarczającej siły żeby się wyrwać więc zgięłam swoją nogę w kolanie i uderzyłam w jego czuły punkt. Wykorzystałam moment w którym puścił moje nadgarstki i zaczęłam biec. ~~



~~- Sky!- Dotarł do mnie krzyk całej grupy. Odwróciłam głowę i spojrzałam na butelkę. Wskazywała mnie i... Harry'ego. O dziwo patrzył tak samo przestraszony jak ja. Może bał się że znowu go uderzę. Już chciałam powiedzieć że go nie pocałuję gdy Max mnie uprzedził.
- Jeśli rezygnujesz to musisz zrobić striptiz- Przecież już go całowałam. To nic takiego. Powtarzałam w myślach. Przysunęłam się w jego stronę. Spojrzałam na niego. Wyglądał jakby nie wiedział co zrobić. Chwyciłam materiał jego koszulki i przyciągnęłam go. Wolałam go całować niż robić striptiz. Jak to Harry musiał pokazać jak bardzo mu się to podobało i oblizał swoją wargę. Przeszła przeze mnie fala ciepła. Zaczął mnie całować. Oddawałam pocałunki. Na początku niezbyt chętnie ale gdy zaczęłam smakować jego ust pozwoliłam by nasze języki zaczęły walkę. Moje ręce powędrowały na jego kark. Pociągnęłam go za włosy a on cicho jęknął. Zaczął zjeżdżać coraz niżej. Przechyliłam głowę w bok żeby dać mu dostęp do mojej szyi. Pocałował ją i przejechał językiem zostawiając mokry ślad. Pojawiła się na moim ciele gęsia skórka. Zaczął ssać kawałek mojej skóry. Ugryzł to miejsce na co ja niekontrolowanie jęknęłam. Czułam jak miejsce na szyi mnie piecze. Przeniósł się znów na moje usta. Pożądałam go i byłam pewna że on mnie też. Dużo nie brakowało a obalilibyśmy się na podłogę. Przypomniała mi się kolejna zasada. Chwyciłam końce jego koszulki i ściągnęłam ją szybko. Następnie rzuciłam ją gdzieś. Jedna z moich rąk powędrowała na jego brzuch. Czułam każdy jego mięsień. Oprzytomniałam i szybko położyłam ręce na jego karku. Bawiłam się jego lokami. Jego ręce powędrowały pod moją koszulkę. Jego dłoń spoczywała na mojej piersi. Szybko ją zepchnęłam. Spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam jak między nimi pojawiła się zmarszczka.
- Tego nie było w zasadach- Wyszeptałam do jego ucha.
- Zasady są po to żeby je łamać.- Zdjął ze mnie bluzkę. Poczułam się niekomfortowo gdy byłam przed nim w staniku.
- Pamiętaj że tutaj jest twoja dziewczyna- Wyszeptałam gdy posadził mnie na swoich nogach. Siedziałam na nim okrakiem.~



~~Czekałam na wynik. Były to najgorsze minuty mojego życia. Zrobiła się godzina 14: 45 bo długo wahałam się czy powinnam robić ten test. W duszy modliłam się żebym nie była w ciąży. Nigdy nie chciałam mieć tak wcześnie dziecka. Niedługo skończę siedemnaście lat. Jestem za młoda. Drżącymi rękoma sięgnęłam po test ciążowy. Serce waliło mi jak młot. Zamknęłam oczy a po chwili spuściłam wzrok na test. Upuściłam go gdy okazał się pozytywny. Z moich oczy zaczęły lać się łzy. Prawą dłoń położyłam na ustach. Wyszłam z łazienki. Zamknęłam się w swoim pokoju. Nie mogłam dopuścić do siebie tej myśli. Na pewno nie będę wyrodną matką i nie pozbędę się dziecka. Będę je kochać choćby zmieniło całe moje życie. Położyłam dłoń na brzuchu. Nie mogłam uwierzyć że zostanę matką. Mimo tego że nie chciałam zostać nią w tak młodym wieku pewna część mnie cieszy się. Widzę w głowie słodkiego maluszka. Jest jeden poważny problem. Ojciec dziecka. Jest nim Harry Styles który napewno nie jest gotowy by być ojcem. Ciągłe imprezowanie i zmienianie dziewczyn to wielki dowód. Za dobrze potrafię wyobrazić sobie jego reakcję. Wściekły by się. Nie powiem mu. Nie mogę. Za bardzo się boję. Boję się że gdy się dowie pęknie między nami ta silna więź.
- Niech to będzie nasza tajemnica- Powiedziałam do siebie i otarłam ręką mokre policzki.~~



~~Uśmiechnął się ukazując swoje dwa cudne dołeczki. Wytatuował sobie napis ' Skylar.R.'.
- Czy mogłabym sobie też zrobić?- Spytałam dziewczyny. Spojrzała na zegar.
- Tak- Uśmiechnęła się. Harry patrzył na mnie zdziwiony. Położyłam się na macie. Powiedziałam jej że chcę napis 'Harry' na kości biodrowej. Styles podszedł do mnie i chwycił moją rękę. Byłam mu wdzięczna bo bolało. Nie wiem jak on mógł sobie spokojnie siedzieć. Zamknęłam oczy i mocno przygryzłam wargę.
- Kocham cię- Usłyszałam szept przy prawym uchu i momentalnie moje mięśnie się rozluźniły.~~


~~- Jesteś na mnie zły?- Wyszeptałam do jego ucha. Wzdrygnął się. Odwrócił głowę w moją stronę. Na jego czole pojawiła się zmarszczka która nie sugerowała niczego dobrego. Odeszłam od kanapy wzdychając.- Jesteś po śniadaniu?- Stanęłam na palcach by dosięgnąć szklanki. Mojej ulubionej.
- No- Mruknął. Przewróciłam oczami. Zachowuje się jak małe dziecko. Z pewnością dziecko nie może być ojcem. W mojej głowie pojawiły się czarne scenariusze z mojej a raczej naszej przyszłości. Harry wiecznie nie obecny w domu. Udaje że pracuje a tak naprawdę jeździ do swojej kochanki u której nie denerwuje go płacz dziecka. Ja jestem sama z wszystkimi problemami dotyczące dziecka. Pokręciłam głową by wyrzucić te obrazy z głowy. Do Harry'ego byłoby to podobne. Wytarłam słoną łzę która niewiadomo jakim cudem wypłynęła z mojego oka. Pociągnęłam mało kobieco nosem i odeszłam od blatu wraz z zapełnioną szklanką moim ulubionym pomarańczowym sokiem. Mocno zakręciło mi się w głowie. Prawie nic nie widziałam. Oparłam się o blat nie zważając na upuszczoną przeze mnie szklankę. Moje nogi zrobiły się miękkie. Nie miałam siły by na nich ustać więc upadłam na ziemię. Poczułam ból który był na drugim planie. Gdzieś w oddali słyszałam jak Harry woła moje imię ale teraz liczyła się ciemność.

- Sky! Sky!- Usłyszałam wołania. Zamrugałam oczami by poprawić jakość wzroku. Zobaczyłam pochylającego się nade mną Harry'ego. Nie myśląc czy jest na mnie zły, przytuliłam go. Cieszę się ze tu jest i tak bardzo nie chcę go stracić. To jest powód dla którego nie mówię mu o dziecku.- Wszystko w porządku?- Zapytał gdy uwolniłam go z uścisku.
- Tak tylko boli mnie tu- Wskazałam palcem i zobaczyłam wbite szkło na co się wzdrygnęłam.- Wyciągnij to!- Krzyknęłam panicznie.
- Nie jestem chirurgiem- Boże widzisz a nie grzmisz.
- To się w niego pobaw- Warknęłam ale po chwili wybuchłam śmiechem. Harry miał przerażoną minę i wyglądał jakby zaraz miał zwymiotować albo zemdleć tak jak ja przed chwilą. Wyobraziłam sobie go przy porodzie. Nie mogłam się powstrzymać żeby nie zaśmiać.~~


~~Kciukiem pogłaskałam postać Harry'ego na fotografii i uroniając kolejną łzę odłożyłam ramkę. Telefon Hazzy zawibrował. Byłam strasznie wścibska i ciekawa. Bałam się że mnie zdradza. Nic nie stoi mi na przeszkodzie. On się myje więc tu nie wejdzie mówił głos w mojej głowie. Sama zadziwiając siebie sięgnęłam po urządzenie. Odblokowałam telefon i weszłam z przychodzące wiadomości.
Od: Sofia
Będę gotowa za godzinę

Upuściłam telefon. Ręce trzęsły się jak galaretka... a nawet bardziej. Upadłam na kolana wybuchając płaczem. Nienawidzę siebie! Nienawidzę go! Jak mogłam być tak głupia i myśleć że będzie ze mną jeśli nie pozwolę mu się zbliżyć. Nie będę stać mu na drodze do szczęścia. Podniósłszy się z podłogi podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej torbę. Zaczęłam wrzucać do niej potrzebne rzeczy. Łzy lały się moich oczu. Kiedyś się tego wstydziłam a teraz staje się to tradycją. zapięłam torbę i potykając się o własne nogi ruszyłam do wyjścia. Chciałam wyjść i nigdy nie wrócić ale serce mówiło coś zupełnie innego. Dlaczego więc słucham rozumu? ~~



~~Jesteś taka zimna- Słyszę jego głos przy uchu. Po moim kręgosłupie przebiega dreszczyk. Drzwi się zmykają i wiem że dwie cenne mi kobiety zostawiły nas samych. Wbijam paznokcie w jego plecy. Przypominam sobie jego cały nastrój i straszny sms. Otwieram buzię ale żaden dźwięk nie wydobywa się z moich ust. Przyciska mnie jeszcze bliżej i przytula tak że czuję ciepło.- Sky
- Zdradziłeś mnie- Szepczę.
- Nigdy bym tego nie zrobił
- Zdradziłeś mnie- Powtarzam.
- Kocham cię- Sercu powraca dawny rytm.
- Myślałam że....
- Pozwól mi mówić- Patrzę co robi. Ściąga swoją kurtkę i zakłada ją mi. Następnie siada na bujanym krześle. Sadza mnie na swoich kolanach.- Moja miłość jest do ciebie czymś największym i nie jestem pewien ale uważam że nikt nie mógłby jej policzyć w każdej znanej jednostce. Nie mogę znieść świadomości że kiedykolwiek sprawiłem ci ból. Gdy teraz cię widzę chcę wbić sobie nóż bo nie zasługuję na ciebie. Nie wiem co się ze mną działo Sky ale wiedz że zrobiłem kilka szaleństw ale nie zdradziłem cię. Jesteś księżniczką w moim własnym królestwie.
- Kim jest Sofia?- Mówię. To jak bardzo zachwycił mnie tymi słowami jest nie do opisania. Czuję ciepło i w końcu zaczynam odczuwać że żyję.
- Sofia jest dziewczyną mojego przyjaciela. Poprosił mnie bym zawiózł ją na przyjęcie.
- Och- Chowam twarz w dłoniach. Zalewam się oskarżeniami że przeze mnie wszystko się potoczyło tak okropnie. A nie mówiłam że to co złe to ja?
- Kochasz mnie Sky?
- Tak- Mówię prawie nie słyszalnie.
- Wróć do mnie- Błaga. Mam wrażenie że zaraz zacznie płakać. Czuję wielki smutek i ból w jego głosie. Spoglądam w te zielone oczy i myślę że powinnam się zgodzić. Ignoruję moją podświadomość która krzyczy ' Jak się zgodzisz to będziesz naiwna Sky'
- Dobrze- Ściska mnie mocno i całuje. Czuję jak się unosimy.~



~~Wpatruję się w kobietę przede mną nie mogąc uwierzyć w jej słowa. Ciągle słyszę je w głowie. Drżę z strachu. Łzy wypłynęły z moich oczu. Nie chcę na niego patrzeć. Brzydzę się jego. Kłamca. Nie mogę uwierzyć że pokochałam kogoś takiego! Na dodatek ma z nim dziecko! Wycofuję się z salonu. Biegnę wycierając oczy do sypialni. Nie zamykam za sobą drzwi. Chcę sięgnąć po torbę ale robię to szybko, niestarannie i na dodatek cala drze. Skacze i pociągam za sznurek. Walizka spada z hukiem ale mnie to nie obchodzi. Otwieram szafę i zaczynam do niej wrzucać ubrania. Słyszę ze ktoś wchodzi do pokoju. Skupiam sie na ubraniach dopóki ktoś nie kładzie swoich rak na moich ramionach. Wiem ze to Harry wiec szarpie sie i wyrywam z jego uścisku. Nachylam sie by zapiąć torbę. Chwytam za jej rączkę i stawiam kroki. Czuje tylko chwile dłoń na moim ramieniu a po ten okręca mnie w swoja stronę. Z taka sama siła jak mnie okręcił z taka siła uderzyłam go w policzek wolna ręka. Chwycił sie za obolałe miejsce. Okręciłam sie i wybuchając płaczem wyszłam z pokoju.
- Sky kocham cię!- usłyszałam gdy juz miałam chwycić za klamkę. Harry podszedł do mnie i uklęknął przede mną. Patrzyłam wszędzie tylko nie na niego. - Nie zrobiłem tego. Uwierz mi- jego glos sie zaczął łamać a mi serce.
- Ile jeszcze mogę dawać ci szans? Związek polega na zaufaniu a ja je straciłam. Nienawidzę cię. To dziś miał być ten dzień ale jak zawsze wszystko sie schrzaniło. Nie wiesz co tracisz- zmarszczył czoło. Okręciłam sie i stawiłam nogę za progiem. Wykonałam krok do innego życia. Do życia bez niego.
- Kocham cię słyszysz?!- zaczął krzyczeć a ja płakać. To koniec. Koniec naszego wspólnego życia.~~

~~Patrzę raz jeszcze w ekran telefonu i podchodzę do drzwi. Rozpoznaję je i dzwonie dzwonkiem. Po krótkiej chwili drzwi otwiera mi blondyn. Ma czarne rurki i szarą bluzę. Za nim daję krok mocno mnie do siebie przytula. To bardzo miłe i było mi tego trzeba. Zaczynam cicho szlochać. Kołyszę nami w przód i w tył próbując mnie uspokoić.
- Ciii...wyleczę cię...wyleczę cię z tego smutku i sprawię że będziesz się śmiać...Już nikt cię tak nie skrzywdzi. Zaopiekuję się wami.~~




Wspomnienia wracają do mnie w postaci  snu. Czuję się jakbym przeżywała to wszystko jeszcze raz. Z początku czuję się wspaniale, ale gdy pojawia się obraz Harry’ego, który mnie unika i olewa sprawia, że moje serce płacze i rozpada się po raz kolejny. Zaczynam zdawać sobie sprawę, że to co miało miejsce nie powinno się tak naprawdę wydarzyć. To była chwila słabości, którą zapewne ma każdy w życiu. Denerwuje mnie jednak myśl, że musiała ona nastąpić akurat w tedy. Może gdyby nie był on, aż tak przystojny i pociągający… A może to źdźbło dawnej miłości, które schowane było na dnie i właśnie wypłynęło. Nie! Nie chcę drugi raz wchodzić do tej samej rzeki tym bardziej po tym co mi zrobił. Nie interesuje mnie w tym momencie to, że Darcy powinna mieć ojca i wychować się w normalnej rodzinie. Zbyt surowe byłoby powiedzenie  lepiej, że nie ma ojca niż ma mieć Harry’ego. W końcu zrobił też coś dobrego. Sprawił, że poczułam jak piękna jest miłość i przeżyłam niesamowite chwile.
Przysięgałam, że już nigdy nie skłamię, ale to jest silniejsze ode mnie. Boję się odtrącenia z jego strony bo wiem jak bardzo by mnie to zniszczyło i upokorzyło. Harry jest do wszystkiego zdolny.

Moje stopy lądują na zimnej posadzce. Białe prześcieradło ciągnie się za mną gdy idę na drugi koniec pokoju po moje ubrania. Zanim je zakładam spoglądam na Harry’ego. Jest pogrążony w głębokim śnie i wygląda tak naprawdę niewinnie.  Ocieram samotną łzę spływającą z mojego policzka. Biorę głęboki wdech i wydech by się uspokoić i złagodzić bicie mojego serca. Wali jak szalone.  Zatrzymuje się na chwilę gdy Styles porusza się na łóżku. Jestem już pewna, że się obudzi, ale on kładzie rękę na poduszce jakby chciał się przytulić. Szczypię się w nos przez moje głupie wyobrażenia. Zakładam z prędkością światła ubrania. Nie fatyguję się by odłożyć jakoś ładnie prześcieradło.  Chcę stąd uciec. Schodzę po cichu. Idę przez salon, a następnie docieram do drzwi frontowych. Zatrzymuję się w momencie gdy kładę dłoń na klamce.  Czy naprawdę chcę opuścić ten dom i udać, że to co się stało nie miało miejsca? Mam wątpliwości co w cale nie ułatwia mi ucieczki. Naciskam na klamkę i wychodzę gdy uświadamiam sobie, że Camile odchodzi od zmysłów. Jestem pewna, że zatrzymała się w starym domu moich dziadków.
***
- O Boże! Nie wierzę- Zakryła dłonią swoje usta. Cam jest moją przyjaciółką i mogę się jej wygadać z wszystkim gdy tylko tego potrzebuję tak jak dziś. To co miało miejsce siedziało we mnie długi czas, aż nie wytrzymałam. Upiłam łyk kawy zanim cokolwiek powiedziałam.
- To…
- Chwila słabości blablabla- Parsknęłam śmiechem gdy zaczęła gestykulować rękoma.- Każdy tak mówi- Przewróciłam oczami- A wiesz co jest potem?- Podniosłam jedną brew- Spotykacie się każdego wieczoru na małe co nieco- O mało co nie udławiłabym się kawą  gdy dotarły do mnie jej słowa. Już miałam coś odpowiedzieć gdy przerwał mi dzwonek do drzwi.
- Spodziewamy się kogoś?- Pyta.
- Jestem prawie pewna, że nikt tutaj nie przychodzi.
___________________________________

Ponieważ ten blog ma już 10000 wejść postanowiłam napisać tak długi rozdział. Mam nadzieję, ze się podoba. 
Zostawcie po sobie jakiś ślad :* 

Wesołych świąt!